Obserwatorzy

Czytasz te opowiadanie (chcę wiedzieć, ile was jest)?

poniedziałek, 8 lipca 2013

Chapter Twenty- Nine

~Muzyka~
Spojrzałam ostatni raz w lustro i zadowolona ze swojego wyglądu wyszłam z mieszkania zakluczając drzwi. Zbiegłam radośnie ze schodów po czym wyszłam na dwór i wciągnęłam głęboko chłodne powietrze. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i skierowałam w stronę samochodu.
***
Westchnęłam głośno widząc przed sobą stertę niedokończonych projektów. Przetarłam ręką czoło i wzięłam pierwszą teczkę. Nie wyjdę stąd do jutra. Wyciągnęłam kartki z teczki i zobaczyłam moje niedokończone projekty na galę One Direction. Uśmiechnęłam się lekko gdy w mojej głowie ukazał się obraz chłopaków ubranych w rzeczy, które dla nich przygotowałam.
- Rosie chciałaby ci przedstawić...
- Nie mam czasu Melanie. Potem.- Przerwałam jej nie podnosząc głowy znad projektu dla Niall'a. Coś mi tutaj nie pasowało....
- Rosie ale....- Starsza kobieta zamknęła się gdy podniosłam głowę i spojrzałam na nią wyczekująco.- Chciałam ci przedstawić Hugo. Od dziś to twój stażysta. Powodzenia.- Poklepała chłopaka, po plechach, a on uśmiechnął się do mnie ukazując przy tym słodkie dołeczki w policzkach, które od razu przypomniały mi o Harrym.
- Co kurwa?!- Krzyknęłam po czym wstałam i oparłam dłonie na biurku.- Od kiedy ja w ogóle mam stażystów?- Zapytałam sama siebie i znów usiadłam.- No co sie tak sterczysz? Siadaj.- Zwróciłam się do chłopaka, a on lekko zakłopotany przysunął sobie krzesło do mojego biurka i usiadł na przeciwko mnie.
- Masz na imię Rosalie prawda?- Przełknęłam ślinę i zamrugałam kilka razy. Opanuj się dziewczyno!
- Tak ale wszyscy mówią do mnie Rosie. A emmm czy naprawdę twoje imię to Hugo?- Zapytałam i z całych sił starałam się nie wybuchnąć śmiechem.
- Tak. Wiem, że to dziwne ale urodziłem się w Brazylii, a tam to imię jest powszechne. Ale wszyscy mówią mi Ale od Alejandro. Może nie brzmi to lepiej ale.... Właściwie wszystko brzmi lepiej od Hugo.- Na jego twarzy znów zagościł uśmiech przez co zrobiło mi się bardzo gorąco. Muszę przyznać całkiem szczerze, że wielkie z niego ciacho.
- Chyba jednak zostanę przy Hugo.- Powiedziałam i wyciągnęłam z torebki dzwoniący telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i westchnęłam zastanawiając się czy mam odbierać czy może po prostu zignorować telefon. W końcu przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
- Rosie! Wreszcie. Jest u ciebie Louis?- Głos Harry'ego drżał ze strachu albo z innych emocji, które nim szargały. Zmarszczyłam czoło zdziwiona.
- Ja jestem w pracy ale wątpię aby on u mnie był. Ostatnio postawił sprawę jasno. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Ale... Właściwie dlaczego pytasz?
- Ech, bo ten idiota gdzieś zniknął. Nie ma go w domu, u Alexa, u rodziców, u Kate. Już nie wiem gdzie mam go szukać. A najgorsze jest to, że on nie wziął leków, nie ma zmienionego opatrunku. Nic. Obiecał, że będzie leżał cały czas, a co on robi?
- Harry a czy.... No wiesz sprawdzałeś na cmentarzu? Albo u Eleanor w domu?- Zapytałam niepewnie i spuściłam na dół głowę czując na sobie wzrok Hugo
- Tak. Nigdzie go nie ma Rosie. Zaczynam się na prawdę martwić. A ty? Ty nie wiesz gdzie on może być? Byliście przecież blisko to może wiesz....- Zamknęłam oczy i zastanowiłam się chwilę. Gdzie on mógł pójść? Gdzie on się schował? Miejsce, o którym oni nie wiedzą....
- Wiem!- Krzyknęłam i poderwałam się z miejsca.- Harry wiem. Do wieczora będzie w domu.- Dodałam i rozłączyłam się wpychając telefon do ciasnej kieszeni spodni. Torebkę zostawiłam na biurku gdy tylko udało mi się z niej wyciągnąć klucze.
- Rosie! Nie zostawisz mnie tutaj samego, prawda?- Zapytał przerażony Hugo. Zagryzałam lekko dolną wargę i rozejrzałam się w celu znalezienia mu jakiegoś zajęcia.
- Masz. Popraw to wszystko i czekaj na mnie. Nie długo będę.- Dałam mu wszystkie teczki i szybko wybiegłam z gabinetu przebiegając przez całe biuro aby jak najszybciej wydostać się na zewnątrz.
***

Rozglądałam się dokładnie nie mogąc zdecydować się, w którą dróżkę skręcić. W lewo czy w prawo. Głupia! Zaparkowałam samochód na poboczu i wysiadłam z pojazdu po czym nie myśląc za wiele weszłam w ścieżkę po lewej stronie. Szłam nie całe dziesięć minut gdy przede mną wyrosły gęste prawie ''gołe'' drzewa. Przedarłam się przez rozrośniętą 'ścianę' drzew i znalazłam się przy ogromny klifie, który wiązał ze sobą tyle wspomnień. Podeszłam do samego brzegu i spojrzałam w dół na spokojną wodę, która tylko co jakiś czas rozbijała się o mocne i stare skały na dole. Ściągnęłam swoje buty i postawiłam je pod drzewami. Zamknęłam oczy po czym wypuściłam powietrze z płuc uspokajając przy tym bicie serca.
~Muzyka~
- Bo wiesz moja niespodzianka.- Złapał moją dłoń i pociągnął na skraj klifu.- Jest tam.- Dokończył patrząc na dół.
- Dalej nie rozum...- Urwałam gdy już wiedziałam co chłopak ma na myśli.- Nie ma mowy.- Zaprzeczyłam od razu.
- No proszę.
- Absolutnie nie skoczę. Tu jest wysoko, możemy się zabić.
- Skakałem tu mnóstwo razy i jak widać, żyję. Proszę cię, nie pożałujesz. Obiecuję.
Sposób w jaki patrzył na mnie przekonał mnie. On dobrze wiedział, że nie mogę oprzeć się jego oczom. Nienawidzę tego. Lekko zdenerwowana zaczęłam ściągać sukienkę, po czym wrzuciłam ją do krzaków.
- Czyli, że...- Zaczął Lou z zadziornym uśmiechem.
- No ile mam czekać? Rozbieraj się!
Chłopak zrobił to pospiesznie i oboje stanęliśmy nad przepaścią. Mocno ścisnęłam jego dłoń.
- Gotowa?- Zapytał.
Zamknęłam oczy i westchnęłam.
- Gotowa.- Odparłam.
~
- Nie.- Powiedziałam i wyrzucając z głowy wspomnienia skoczyłam na dół zaciskając kurczowo powieki. Wtedy, z Louisem czułam się bezpiecznie. A teraz? Teraz miałam wrażenie, że to mój koniec. Gdy wpadłam do lodowatej wody poczułam jakby milion malutkich szpileczek wbijających się w moje ciało.
Wypłynęłam na powierzchnie. Zaczerpnęłam dużo powietrza i przetarłam twarz rozmazując makijaż.
- Lepiej żebyś tam był.- Wyszeptałam i wciągnęłam powietrze po czym zanurzyłam się w zimnej wodzie. Otwarłam oczy i zaczęłam płynąć mając nadzieję, że nic mnie nie zje, albo, żeby starczyło mi powietrza.
Wpłynęłam z lekkim przerażeniem do podwodnej groty ocierając sobie przy tym łokieć. Mój żakiet! 
Moje płuca rozpaczliwie zapragnęły powietrza, którego niestety nie mogłam im dać. Panika zaczęła we mnie rosnąć dopóki nie zobaczyłam lekkiej smugi światła nad wodą. Wynurzyłam się i zaczęłam szybko oddychać chcąc zminimalizować pieczenie płuc.
- Rosie?- Przetarłam oczy i ujrzałam zdziwionego Louisa siedzącego na jasnym piasku pod jedną ze skał, która swoją drogą nie wyglądała najbezpieczniej.
- Nie Matka Teresa.- Powiedziałam sarkastycznie i wyszłam z lodowatej wody.- Masz szczęście, że tutaj jesteś bo inaczej źle by się to dla ciebie skończyło. Ta zasrana woda wcale nie jest ciepła.- Dodałam i spojrzałam na swój łokieć. W żakiecie widniała dziura, przez co moja skóra lekko się zdarła i gdzieniegdzie pojawiły się kropelki krwi. Skrzywiłam się na ten widok.
- Rosie wiesz, że jest tutaj jeszcze jedno wejście, prawda? U góry? Na klifie?- Louis wstał z trudnością, której nie udało mi się zamaskować.
- Kurwa. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam.- Powiedziałam cicho i lekko zadrżałam. Louis ściągnął swoją bluzę i rzucił mi ją bez żadnych emocji. Spojrzałam na nią, a potem na Tomlinsona i odrzuciłam mu ją z powrotem tylko, że ze zdwojoną siłą. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- O co ci teraz chodzi?- Zapytał. Jego głos lekko drżał z przypływu emocji i zapewne złości. Podniosłam ręce ku górze i zamknęłam oczy zaciskając dłonie w pięści.
- O co mi chodzi? Kretynie ty powinieneś leżeć w łóżku, a nie odstawiać jakiś zasrany teatrzyk pokazując jak to bardzo jesteś zraniony!- Na początku mówiłam spokojnie, z opanowaniem ale potem zaczęłam krzyczeć chcąc wyrzucić z siebie wszystkie złe uczucia.
- Przestań.- Wysyczał i jego dłonie również zacisnęły się w pięści. Przez to, że nie miał na sobie bluzy został w samej cienkiej koszulce, przez którą widziałam dokładnie jego napinające się mięśnie.
- A co? Nie lubisz gdy ktoś mówi ci prawdę?- Zrobiłam dwa kroki do przodu przez co znalazłam się na przeciwko niego. Dzięki moim wysokim butom byłam niemal równa jego wzrostowi co bardzo mi pomagało ponieważ nie czułam się taka przytłoczona i wystraszona.
- Nie wiesz jaka jest prawda.- Jego oczy pociemniały, a szczęka mocno zacisnęła odrysowując to na jego kościach policzkowych, które w tej chwili uwydatniły się jeszcze bardziej.
- Właśnie, że wiem. Myślisz, że to ja ją zabiłam. Myślisz, że zostałeś sam. Masz uczucie wielkiej pustki, którą chcesz wypełnić ale nie wiesz jak. Chcesz aby to wszystko zniknęło. Chcesz znów poczuć się ważny w czyimś życiu.- Powiedziałam z ogromną pewnością siebie czym zaskoczyłam samą siebie.
- Skąd to wiesz?- Jego głos stał się miękki, łagodny jakby zobaczył we mnie kogoś innego. Jakby zobaczył moje prawdziwe wnętrze, które dopiero odkrył.
- Bo... Czułam się tak samo gdy... Nie ważne.- Miałam mu powiedzieć coś co kryłam głęboko w sobie. Chciałam mu powiedzieć to co ukrywałam ale się bałam. Czego? Do cholery sama nie wiem. Po prostu.... Po prostu się bałam.
- Powiedz mi Rosie. Powiedz mi prawdę.- Wyszeptał i dotknął swoją dłonią mojego policzka. Wciągnęłam głęboko powietrze i zamknęłam oczy walcząc sama ze sobą.
- Nie.- Powiedziałam twardo i otwarłam oczy.- Nie zasługujesz na to.- Dodałam i mimo wielkiego żalu i tęsknoty zabrałam jego rękę z mojego policzka zostawiając na nim tylko lekkie ciepło, które łagodziło wszystki ból jaki w sobie miałam.
- Ty też.- Nim zdążyłam się zorientować co się dzieje jego usta wylądowały na moich 'molestując' je w przyjemny sposób.
Nie wiem co właściwie się działo. Poczułam, że się odwracamy, a potem silne uderzenie w plecy i zimno skał na mojej chłodnej skórze. Jęknęłam cicho w jego usta i skrzywiłam się gdy Louis docisnął mnie do kamieni. Jego ręce zsunęły się z mojej talii na uda, a potem na pośladki. Chwycił mnie pewnie i podniósł do góry, a impulsem z mojej strony było objęcie go nogami w pasie. Ręce zarzuciłam mu na szyję, a palce wplotłam w jego zmierzwione, brązowe włosy. Co ty robisz?! Odepchnij go! On cię zrani! Myśli kotłowały się w mojej głowie ale Louis... Louis działał na mnie kojąco. Wyłączał wszystkie negatywne cechy w moim charakterze, potrafił wyłączyć moje myśli nie będąc o tym świadomy.
Chłopak przeniósł się z przyjemnymi pieszczotami na moją szyję, jedną ręką ściągając mój żakiet, a całym swoim ciałem przyciskając mnie do kamiennej ściany. Gdy jedna moja ręka została uwolniona z rękawa usta bruneta znalazły się na moim obojczyku. Westchnęłam cicho i zadrżałam pod ciepłym i czułem dotykiem chłopaka.
~
- Późno wczoraj wróciłaś.- Powiedziała Dan wchodząc do kuchni, a za nią Kate.
- Nawet nie zauważyłam.- Odparłam obojętnie.
- Oh daj spokój.- Powiedziała Kate siadając na blacie obok mnie. Pokaż mi ten uśmiech, wiem, że jesteś szczęśliwa. 
Na te słowa na mojej twarzy powstał wielki banan.
- O wiele lepiej.
- I jak było?- Zapytała Danielle.
- Mogę powiedzieć, że świetnie. Wszystko zaczyna się układać.
- Wiemy.
- Skąd?
- Harry darł mordę.
- No a jakby inaczej.- Pokręciłam głową.
- Gdzie w ogóle jest Lou?
- Poszedł spotkać się z El, ponoć to coś ważnego.
- To oznacza kłopoty.- Zawtórowały sobie dziewczyny.
- Dajcie spokój, Louis jest dorosły, wie co robi.
Usłyszeliśmy trzask drzwi.
- Ooo, chyba twój ukochany wrócił.- Wyszczerzyły się, na co ja westchnęłam.
Wzięłam swoje kakao i wróciłam z dziewczynami do salonu.
Na środek wpadł zdyszany, a zarazem szczęśliwy pasiasty.
- Posłuchajcie wszyscy, będę ojcem!!!- Wrzasnął a ja poczułam, jak kubek wypada z mojej dłoni. 
~
Wspomnienia wróciły, paraliżując moje ciało. Otwarłam oczy i spojrzałam w dal ignorując pocałunki Lou. Wtedy... Tego dnia zawaliło się całe moje życie. Czułam się zdradzona i oszukana. Zostawił mnie. Zostawił mnie dla kobiety, która zraniła go i zdradziła nie jeden raz. Miałam mu to za złe ale potem mi przeszło, a w miejsce smutku i żalu pojawiła się wielka nienawiść, która rosła z dania na dzień. 
- Rosie? Co jest?- Zapytał Louis i pozwolił stanąć mi na ziemi. Zamrugałam kilka razy i przełknęłam ślinę czując w ustach suchość.
- Nie możemy Louis. My się nienawidzimy, rozumiesz? My musimy chcieć robić sobie na złość.... A nie jakieś. Ugh!- Chwyciłam się za mokre włosy i kucnęłam.
- A co jeżeli moje uczucia do ciebie są przeciwnością nienawiści?- Zapytał i również kucnął podnosząc moją twarz.- Kochasz mnie?- Zapytał i nie spuszczał wzroku z mojej twarzy. Wszystko we mnie krzyczało aby powiedzieć to co on chce usłyszeć. To co ja chce usłyszeć.
- Nie.- Wyprostowałam się.- Wracajmy już. Harry się o ciebie martwi.- Dodałam i poczekałam aż chłopak zatuszuje swoje uczucia i poprowadzić mnie do wyjścia z jaskini bez konieczności kąpieli.
***
Podjechałam pod dom chłopaka, gdzie stała gromada fanek, które rozmawiały między sobą trzymając zdjęcia chłopaków i Eleanor. Spojrzałam na chłopaka, który westchnął cicho i zamknął oczy.
- Czułam się tak gdy mnie zostawiłeś. Gdy wybrałeś życie z Eleanor.- Wreszcie odpowiedziałam na jego pytanie. Louis gwałtownie otworzył oczy i spojrzał na mnie zdziwiony.- Idź już. Muszę jeszcze wrócić do biura.- Dodałam i spojrzałam prosto przed siebie starając się zignorować jego przewiercające spojrzenie. 
- Przepraszam Rosie. Za wszystko.- Powiedział i wysiadł z samochodu przechodząc przez drogę i wtapiając się w tłum szczęśliwych fanek. 
- Ja też przepraszam.- Wyszeptałam i odjechałam.
***
Weszłam do pustego biura i skierowałam się do swojego gabinetu. Weszłam do środka i zapaliłam światło po czym wrzasnęłam przerażona. Hugo poderwał się wystraszony i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Matko co się drzesz?- Zapytał i przetarł zaspane oczy. Westchnęłam i zaczesałam do tyłu włosy.- Coś ty taka mokra?- Dodał i wstał z jęknięciem.
- Padało.- Powiedziałam obojętnie i chwyciłam torebkę z biurka.- A gdzie wszystkie projekty?- Zapytałam gdy nie zauważyłam żadnych teczek.
- Wszystko oddałem poprawione. Musiałaś to skończyć do jutra i raczej wątpiłem abyś była na siłach to wszystko zrobić.- Powiedział i wzruszył ramionami po czym ubrał swoją kurtkę.
- Boże jesteś skarbem, a nie człowiekiem.- Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.- To co idziemy?- Zapytałam i wskazałam ręką korytarz.
- Panie przodem.- Hugo ukłonił się i przepuścił mnie pierwszą. Zamknął za nami drzwi i szedł czujnie za mną. 
- To co do poniedziałku.- Powiedziałam gdy oboje znaleźliśmy się na dworze.
- Do poniedziałku szefowo.- Hugo zasalutował i oddalił się z uśmiechem.
 Na mojej twarzy również zagościł uśmiech. 

Narrator.

Powiedział prawdę.
Powiedziała kłamstwo.
Zdecydował walczyć.
Zdecydowała zapomnieć.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć. Przepraszam za dwa dni opóźnienia. Miałam napisane wszytko już wczoraj ale było już po północy i nie miałam siły na wszelkie poprawki. Chciałabym was przerosić za hmmm moje nieprzykładanie się do pracy. Stwierdziłam, że moje poprzednie rozdziały wcale nie były takie świetne. Obiecuję poprawę. Chciałam ogólnie dodać rozdział szybciej ale po prostu wszystko mi się zaczęło walić i złapałam taki tygodniowy dołek. Wiecie, pogrzeb kuzynki i jeszcze czekam na wyniki i po prostu stres i to wszystko. Mam nadzieję, że rozumiecie. Proszę o komentarze- szczere- z waszej strony, które na pewno mi pomogą.
A teraz..... SUCHAR TIME:
Co robi chirurg w operze?..... OPERUJĘ! Badum-Tssss

4 komentarze:

  1. Rozdział świetny ;)
    Niech ona w końcu będzie z Lou!

    Też mam suchara:

    -Jak przedstawia się szczur?
    -JASZCZUR

    OdpowiedzUsuń
  2. O KURDE KURDE TAK BARDZO CZEKAŁAM NA TWÓJ ROZDZIAŁ I OH WRESZCIE SIĘ DOCZEKAŁAM.
    TAK SIĘ CIESZĘ FASDGBKGFHGBAKBHSDJBHVF
    A WIESZ ŻE USUNĘŁAM MOJE BLOGI?
    PRZERASTAŁY MNIE, NIE MIAŁAM POMYSŁU, BYŁY NUDNE EHHH..
    TERAZ BĘDĘ PISAĆ PRAWDOPODOBNIE FF O JB ALE MUSZĘ MIEĆ NAPISANE ROZDZIAŁY WPRZÓD I DUŻO POMYSŁÓW XD
    ALE CO JA BĘDĘ O SOBIE..
    ŚWIETNY ROZDZIAŁ TAK JAK WSZYSTKIE WIESZ!
    WSZYSTKIE SĄ GENIALNE I NIE MOŻESZ MYŚLEĆ INACZEJ !
    KOCHAAAM!

    OdpowiedzUsuń